sobota, 13 września 2014

Życiowych (sercowych) rozterek ciąg dalszy....

Ja mam pecha, albo szczęście zależy z której strony patrzeć. Coraz częściej zaczynam "wpadać" na główny powód tychże rozterek moich życiowo-sercowych. Ostatnio niby to przypadkiem musiałam się natknąć na Pana w pracy. Szłam na kasę i wiecie co? On akurat jako pierwszy do mnie podszedł.... Jeju aż się mi ciepło zrobiło! Dzień wcześniej akurat zdarzyło mi się robić za szofera i wiozłam tego przemiłego jegomościa do domu. Śmieszne było również to, że kiedy przyjechałam z pracy ( parę dni temu)   on również musiał tam akurat być.W moim ogródku na huśtawce. O zgrozo.... Dzisiaj kiedy wróciłam z pracy natknęłam się na kogo? Na tego właśnie Pana we własnej osobie. Fajnie. Zamieniliśmy parę słów i ech.... Kiedy się spotykamy dogryza mi i ewidentnie się ze mną droczy słownie.... Ale mógłby tak przynajmniej nie patrzeć! No kurwa! Parę godzin temu kiedy to mój Mąż miał jechać się odchamić (tak jak ja wczoraj hahah) owy jegomość podjechał i kiedy wyszłam, żeby się przywitać i powiedzieć aby zaczekał 5 minut... Jezu gdybyście widzieli ten uśmiech kiedy mnie zobaczył.... Nie no tak to się nie da! Aż mi dech zaparło... Ten wzrok... Oparł się rękami o furtkę i stał i na mnie patrzył....Speszona uciekłam do domu... Jeja no! Aż mnie głowa boli od tego wszystkiego bo nie wiem co mam sobie myśleć. Ale z drugiej strony nie mogę się doczekać naszego kolejnego spotkania... Nienormalna durna baba. Kretynka. I co ja mam zrobić? Myśleć? Jeszcze teraz czekam bo mam po facetów jechać. I wiem , że on znowu będzie się na mnie patrzył i uroczo uśmiechał, a potem będzie się mi kłaniał do ziemi i dziękował za to, że znowu go odwiozłam. Ja jestem chyba jakaś nienormalna. Zaproponowałam wczoraj Żonie Jegomościa, żebyśmy gdzieś wyskoczyli razem na andrzejki i sylwestra, a dopiero potem sobie uświadomiłam, że znowu skazałam się na jego towarzystwo. I to w takie dni!  Nie mogę zapomnieć wczorajszego wieczoru kiedy Owy Jegomość przyjechał po mnie z dobrą znajomą i tan wzrok kiedy wsiadłam do auta. za przeproszeniem obejrzał mnie z góry do dołu... A co najgorsze zerkał na mnie w lusterku  auta... No nie zwariować można... Próbował mnie  rozśmieszać, a potem patrzył jak się śmieje... Ten Żonaty gość chyba ma coś do mnie.... Dobra nie myślę o tym tyle. Idę zapalić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz